skip to main |
skip to sidebar
Witam. Tak, wiem...trochę mi się przedłużyło. Tyle rzeczy się działo...miłych-raczej tak. Wyjazdy, sesje, spotkania, zwłaszcza wczorajsze z A. którą to uwielbiam (powtarzam się). Zdałam sobie sprawę, że bez starań nic nie osiągnę, te moje tzw. problemy to pikuś przy problemach innych. i mimo, że do upragnionych wakacji jeszcze daleko, to i tak się cieszę. (może nie w tej chwili, ale ogólnie) dziwne mam przeczucie, że po wakacjach wszyscy się zmienią...dobrze mi samej (choć w tym wypadku samotność nie oznacza braku przyjaciół etc.) czuje wewnętrzny spokój, patrząc na to co dzieje się na świecie...wiem, że nic mnie już nie zaskoczy...to przykre swoją drogą, jednak każde zdarzenie czuć w kościach, a nie trzeba o nim wspominać. Pogubiłam się w rozmyślaniu o tej całej 'przyszłości', postawiłam na sobie krzyżyk, dawno przestałam wierzyć. To tak jakby przywrócić do życia nieboszczyka, dziwne uczucie. chociaż nie brak mi niczego, mam 'to' chyba we krwi, nie potrafię nawet wyjaśnić o co mi chodzi, ale czuję. coś mojego, dla mnie. reszta się nie liczy. Wszystko jest bez sensu (piszę to, a mogłabym wykrzyczeć- wyszłoby na to samo) nie da się wejść w czyjąś skórę i podzielić się odczuciami, także nikogo to nie wzruszy, bo nikt nie zrozumie. Jestem robotem, każdy dzień wygląda tak samo (na szczęście coraz rzadziej) Nie czuje już nic, tylko nienawiść do pseudo przyjaciół, zakłamanych, zakochanych w sobie, którzy nigdy nie przyznają się do błędu...takie życie, człowiek człowiekowi wilkiem. Wszystko mam gdzieś, po woli pozbywam się wszelakich wspomnień, przestaję czuć cokolwiek, pusto w środku, ale lżej, chyba nawet lepiej...
Co do wyjazdu nad morze i trochę później i później, to czas był jak najbardziej udany, zagospodarowany tak jak mogłabym sobie wymarzyć.
koszula- new yorker; legginsy-H&M; trampki-gdzieś w Ustce
Wakacje, ah... w ogóle ich nie czuję, wszystko przez tę okropną pogodę! w kółko deszcz i deszcz, wrrr! ale, ale... narzekałam na brak jakichkolwiek zajęć, siedzenie w domu, nudę i te sprawy, a teraz nie mam na nic czasu! ciągłe sesje, spotkania, ale nie narzekam, w końcu tego właśnie chciałam... śmiem wspomnieć o przyjaciołach (jak zwykle) którzy chyba zapomnieli, że są przyjaciółmi, to przykre, bo jest masa wspomnień z nimi związanych, nie da się ot tak zapomnieć o człowieku, o kimś ważnym, nawet bardzo, o wszystkich rzeczach, które robiło się wspólnie, po prostu o wszystkim, raptem kontakt zanika, nie wiem dlaczego, bardzo tego nie chcę! nie chcę tracić bliskich! Znów odbiegnę od tematu milion razy, ale muszę o tym wspomnieć, mimo, iż miałam tego nie robić! - ludzie są potworni! dziś przez okropnego 'kogoś' zwanego właśnie człowiekiem, zginął mój ukochany psiak, gdybym wiedziała, kto to był... nie darowałabym, zresztą teraz tez nie daruję, nie mogę tego zrozumieć jak ludzie (niektórzy) mogą być tacy podli, tak egoistyczni, bo każdy martwi się o siebie, pfff po co o drugiego człowieka, czy tym bardziej zwierzę? po co? nienawidzę takich chorych ludzi! ale już dość, dość! nie chce o tym pisać...
Miał być post typowo wakacyjny, a więc wracając do tego jakże 'błogiego' stanu muszę przyznać, że nie jest tak pięknie jak mogłoby się wydawać, od kilku lat nie czuje wakacji, tak jak świąt czy urodzin... czas biegnie, straszliwie szybko, zanim się obejrzałam, jest już lipiec...ale póki co ciesze się ze wszystkiego (hahaha, ja?!) ze wspólnych chwil spędzonych z A- z którą to odnalazłam wspólny język, a rozmowy z nią uświadomiły mnie, że jest niezwykłą osobą. z N & Z i dziwię się po raz milionowy, że ludzie potrafią zmieniać się w towarzystwie jak kameleony, dosłownie. Z tego, że mam co robić, że mam coś, co jest według mnie najważniejszym czynnikiem, niezbędnym do funkcjonowania- nie, nie chodzi o tlen. o coś bardziej widocznego, coś wspanialszego...
Przepraszam, za tę chaotyczną notkę, jest godzina prawie trzecia w nocy, po prostu musiałam złożyć zażalenie, ciągle mi coś przeszkadza, więc miałam ochotę o 'czymś' napisać. jejku... chyba ten blog znowu staje się moim osobiście-nie osobistym pamiętnikiem...
W sobotę jadę nad morze, więc to chyba ostatni post przed moim wyjazdem, nie mam ochoty na wymyślanie outfitów, jak i nadzwyczajnej w świecie nie mam czasu- do końca tego tygodnia mam urwanie głowy, także (znowu) 'mam' nadzieję, że mi wybaczycie. Życzę wszystkim miłych i udanych wakacji! Do 'zobaczenia' za tydzień :}
i na koniec outfit, który jest zdecydowanie moim ulubionym zestawem tego 'lata'.
sweter-sh; szorty-sh; półbuty- new yorker; plecak-vintage; kolczyki- nie pamiętam skąd :o






two door cinema club - costume party ♡
ehh. cóż, wiec mamy wakacje. głupio się rozpisuje nie wiadomo po co, zupełnie, ale cóż. zapowiadało się na prawdę fantastycznie, mogłam skakać, śpiewać i hugo wie co jeszcze, do czasu... widok pewnych osób sprowadził mnie na dno i straciłam wszystko co się we mnie szczerzyło, znów żałuję, ze nie jestem inna. wiem, że to by wiele zmieniło, a przede wszystkim wzmocniło mnie i moje mniemania. ale już wiem, po prostu zazdroszczę ludziom, nie ma się co oszukiwać. przyjaźń znowu się oddala, każda, już nie potrafię tak dawać i zabierać, przecież obiecałam sobie, ze nie będę tak łatwo ufać ludziom, a ja głupia, co? i mam za swoje. najgorsze są te wszystkie lata, znaczy one są wspaniałe, tak. smutne jest to, że nic nie znaczyły, jak się okazuje. w niektórych przypadkach na prawdę łatwo zapominać o ludziach, przekonałam się. na zdjęcia tez nie mam ochoty, jakby jedna mała, zupełnie nieistotna rzecz odebrała mi cale szczęście, które nie łatwo było w sobie zgromadzić. w sumie na nic nie mam ochoty. żałuję tylko jednego, że jestem sobą. moja wina, widocznie jestem kiepska w byciu ważną. jakoś-to-będzie to wyjątkowo mało precyzyjny plan, ale to jedyny plan jaki mamkorzystając z okazji, że byłam na zdjęciach z tą oto młodą damą, daje outfit prezentowany właśnie na Agnieszce. będzie kilka stylizacji z moimi, znanymi Wam szortami(i z Agnieszką, rzecz jasna :-D). koszula a'la jeans-sh; szorty-vintage

tak. wszyscy imprezują, a ja robię zdjęcia, juuupi. zapraszam tu: klik
hejho! Tak, wcześniej długo nie pisałam, więc teraz posty będą co kilka dni, ojacie, no dobra. Tak na szybciutko jakiś pierwszy lepszy outfit. Mogę odetchnąć, wszystko jest tak jak powinno być, oczywiście nie ma szału, ale przynajmniej wiem, że będę miała spokojne i udane (mam nadzieję) wakacje. Oceny wystawione, plany, plany, plany jako takie są, co mnie bardzo cieszy, a w poniedziałek i wtorek biwak. Później realizacja wszystkiego :}
Owszem, jestem czasem zmęczona. Stertami niedomówień, złogami niewypowiedzianych słów, rozmowami odłożonymi na nieistniejące Potem, zdaniami urwanymi w połowie, w trzech czwartych, w pięciu siedemnastych. Tym że nic nigdy nie może być łatwo, prosto, po prostu. Albo tylko mi się wydaje. I że nawet nie umiem nikomu opowiedzieć.
.. ale nie chcę tracić dobrego humoru! zaskoczyłam samą siebie, tak niepojęcie melancholijna osoba jak ja rzadko miewa jako-tako-dobry humor,o
żakiet-stradivarius; top-new yorker; legginsy-terranova

noinoi moja 'szafunia' kochana, oczywiście. pięknie się prezentuje, nieprawdaż? muszę w końcu zrobić z tym porządek, bo na mnie krzyczą :<
hejhej! o mały włos- przez swoje roztrzepanie nie straciłam obiektywu ! robiąc zdjęcia zostawiłam go w pewnym miejscu i wracając do domu olśniło mnie, że nie mam torebki wraz z zawartością, 3 minuty i bym jej nie odzyskała, na szczęście życzliwi ludzie mi ją oddali :-) ufff, kiedyś zgubie samą siebie albo zostawię gdzieś głowę. Mimo wszystko uwielbiam niedzielne wycieczki! Czekam na wakacje kiedy to będę mogła jeździć zawsze i wszędzie, chyba, że zdecyduję się na pracę, a propos... nie wiem co wybrać... ciężka praca vs słodkie leniwe wakacje?
szare rajstopy i te buty wyglądają na żywo zdecydowanie lepiej, acz nie wiem po co je zakładałam, może dlatego, że dzisiejszy dzień nie należał do najcieplejszych? podobnie jest z bokserką pod top, wolałabym nosić sam, jednak nie mam odwagi, nawet w jeziorze kąpię się w ubraniu, ihaaaa
top-sh;bokserka-stradivarius;spodnie-terranova;buty-namiot w Ustce;torebka-vintage
Chora ze mnie bzda, ale to nic. Byłam dzisiaj w moim ulubionym sh i nabyłam parę rzeczy, jak zwykle nic szczególnego, ale wiem, że jak mogę - kupuję. aż za nadto, no i taktaktak szafa pęka w szwach, a ja noszę szarości. Chciałabym się zachwycić, zachłysnąć, znaleźć coś, co wypełniłoby mnie od stóp do głów i po koniuszki włosów. coś, czego mogłabym napchać sobie w kieszenie i dosypywać do herbaty. Ahhh na prawdę potrzeba mi wakacji, takich z prawdziwego zdarzenia, chcę dokonać tego wszystkiego, czego mam zamiar, chcę się cieeeeeszyć, ale tak już bez ograniczeń, nie udawać, że wszystko jest w porządku, chcę żeby po prostu tak było...
bluzka-KappAhl; koszula-new look,sh; spodnie-japan style; torebka-jakiś sklepik w Koszalinie


a tu śliczna sówka Luizy :-)
Na wstępie chciałabym Was bardzo, bardzo mocno przeprosić za nie dodawanie postów, po prostu ostatnimi czasy miałam dosłownie urwanie głowy i trudne chwile. Brak czasu? owszem, jak i brak 'materiałów'. Chcę ciepłych swetrów i grubych szalików. Wirowania płatków, wirowania wśród płatków, wirowania. Kłucia w płucach. Zmarzniętych uszu. Imbiru. Chowania w rękawiczkach dłoni pragnących innych dłoni. Przyśniło mi się, że dotykałam śniegowych chmur. W piątek wróciłam z 3 dniowego pobytu w Warszawie i z tejże okazji mogę dodać kilka zdjęć, takich zwykłych a'la backstage. Było na prawdę w porządku, pomijając warunki w pokojach, ale to nic. ważne, że było jak dawniej, a może nawet lepiej, tak inaczej. żałuję tylko, że 'wszystko co dobre kiedyś się kończy' Chcę na dłużej miasta, gdzie wiosna spaliną oddycha albo innych miejsc, gdzie samotność jest oczywista bardziej niż tu, gdzie człowiek czuje się spełniony.


outfit Sylv:


Też macie takie wrażenie? że prawdziwą rzadkością jest spotkać dobrze ubranego chłopaka? w małych miastach to raczej norma. Mam nadzieję, że nikogo nie urażę tym zdjęciem, ze nikt nie pomyśli, że jestem żenującą parodią samej siebie, bo nie znam tego Pana, ale siedząc pod kolumną Zygmunta dostrzegłam kogoś ubranego idealnie, a do tego sprawiał wrażenie jakby pozował i ogólnie wszyscy potajemnie robili mu zdjęcia (jednak na żywo i tak wyglądał lepiej :-D) Elegancja przychodzi z wiekiem. Szkoda, że nie wszyscy dorastają.